Ponad 150 dzieciaków wzięło udział w wykładzie i warsztatach na temat kultury muzycznej Czarnych Górali.
Uczniowie klas I-IV mieli okazję zapoznać się ze składem góralskiej kapeli, wyklaskiwali podstawowe rytmy muzyczne, nauczyli się jednej z najstarszych piosenek i na warsztatach spróbowali zatańczyć góralskie tańce. Dziewczynki hulały dookoła a chłopcy zmagali się z figurami pasterskiego.
wtorek, 10 czerwca 2014
piątek, 6 czerwca 2014
Kolberg u nadpopradzkich górali
Większość utworów z pasma
Jaworzyny Krynickiej to utwory zapisane przez samego Oskara Kolberga opatrzone
notatką: Hania Cywińska. Mamy tam wariant znanej melodii utożsamianej z regionem Spisza zaczynającej się od słów ”Stara baba tańczy”,
pieśni obrzędowe i miłosne. Są one
zanotowane w języku rusińskim, a ściślej
jest to swoista mieszanka polsko - rusińskich
słów. W języku polskim są trzy pieśni
„Góralu góralu”, „Nie bój się góralu”, „Kiedy ja Se kozy pasał” , zapis nutowy
sporządził sam Kolberg we wsi rdzennie ruskiej - w Żegiestowie. We wstępie do tomu „Góry i podgórze” Kolberg
pisze, że nie są to zbyt interesujące utwory. No cóż, pozwolę sobie nie zgodzić się z tym Wielce Szacownym
Etnografem, który rozmachem swojego działania zadziwia do dzisiaj, i poniżej
zamieszczę kilka najstarszych
nadpopradzkich pieśni.
Niech muzykanty w roku
Kolberga grają Kolberga!
A muzycy niech
się wysilą na muzyczną ich analizę.
1.
Góralu
góralu to utwór, który wszedł już na
stałe w repertuar muzyczny nadpopradzkich kapel. Stało się to dopiero kilkadziesiąt lat po
powstaniu zespołu „Dolina Popradu”, za
sprawą Piotra Kuliga, naszego rodzimego muzykanta z Rytra, zarazem kształconego
etnologa. On to jako pierwszy zaczął innymi metodami badać folklor, czyli zaczął czytać to co inni przed
nim o tym folklorze napisali. Górala u nos groma na ciardasza
(portato). A choć Kolberg nie napisoł, że przy niom się tańcuwało, to my go
huloma, bo ni mós przy taki nucie spokojnie wystoć.
Wersja linii melodycznej refrenu tego utworu została
nagrana w Piwnicznej i Rytrze w latach 50
– tych w ramach Akcji Zbierania Folkloru. Poniżej
zapis nutowy, jak ktoś chce odsłuchać oryginałów nagrań musi niestety
jechać do Instytutu Sztuki w Warszawie.
2.
Nie
bój się góralu, jako pierwsza
zaczęła grać kapela Piyrogi Łomnicońskie,
ja w tej nucie odnajduję pewne podobieństwo brzmieniowe do zapisanego w
publikacji Wesele Spiskie tańca
wałaskiego. Ci co znają nuty niech sami
sięgną i porównają
3.
Dla
Łomnican zaś ciekawym będzie ostatnia
piosenka, pasterska - a Łomnica to serce pasterstwa na
Sądecczyźnie nosząca tytuł Kiedy ja
se kozy pasał. Zawiera ona elementy gwary, które do tej pory słyszalne są
tylko wśród mieszkańców Łomnicy Zdroju. Charakterystyczne zakończenie czasowników i
rzeczowników końcówką „a”, (…) ogonkoma
pokręcały (…) ciżmy z ostrogoma (…)
nie chodziłbym za kozoma.
Pytanie, na które pewnie nie znajdzie się już
odpowiedzi. Czy drzewiej tak mówili wszyscy mieszkańcy nadpopradzia o polskiej
narodowości? Czy piosenkę śpiewał łomnican?
Pytanie, na które może ktoś
zna odpowiedź. Kto to jest dziwcac? (6 zwrotka piosenki)
Edward Grucela, jeden z założycieli Regionalnego Zespołu
„Dolina Popradu”, wieloletni nauczyciel muzyki z Piwnicznej, bohater książki Marii Kownackiej „Szkoła nad
obłokami”, twierdzi, że w Dziełach Oskara Kolberga zapisana jest kołysanka z
Piwnicznej. Nie wiadomo jednak gdzie. Z pewnością jej nie ma w 2 tomach „Góry i
podgórze” 44 i 45. Jeżeli jest to
informacja prawdziwa, gdzieś jednak musi być. Zatem miłośników grzebania w
sieci zapraszam do wertowania dzieł Kolberga.
czwartek, 5 czerwca 2014
środa, 4 czerwca 2014
Domostwo i zagroda cz.2
Bogatsi
gazdowie posiadali jeszcze bieloną wapnem albo wygotowywaną dla rozbielenia jej
gliną reprezentacyjną izdebkę.
Najważniejszym pomieszczeniem była piekarnia,
w niej to koncentrowało się codzienne życie
domowników, znaczną jej część zajmował dymny piec. Dym wydobywał się z
pomieszczenia przez otwór w powale zwany woźnicą.
Nad ogniem takiego pieca wieszano kocioł z wodą który rozbijał pomiń i chronił
izbę przed pożarem. Następcą dymnego pieca był śparchet, czyli piec z blachami. W piekarni z domownikami mieszkał drób, króliki i nowonarodzona lub
chora zywina. Na środkowym tragarzu rzeźbiono ozdobny ornament, cyrklową
rozetkę, inicjały IHS i datę powstania domu, a czasem i jego fundatora . Pod
powałą znajdowały się palenie – długie
drągi, na których suszyło się drewno na
opał. Izbę oświetlano szczapami z żywicznego drewna zwykze zatkniętymi w
kapliczkę pieca. Podstawowymi sprzętami piekarni były ustawione wzdłuż ścian i
pieca ławy. Na nich spano, jedzono i używano ich jako półek. Wyposażeniem piekarni był jeszcze łyżnik i romik, wieszana na ścianie półka na gliniane bądź drewniane miski.
Gdy w piekarni był kącik dla bydła,
nad nim pod sufitem umieszczano wyrko do
spania. Kredensy i szafy pojawiły się w okresie międzywojennym, i to tylko u
bogatszych gazdów. W Łomnicy przed wojną działał stolarz, Dziedzina wyrabiający
przepiękne ozdobne meble nawiązujące swoją stylistyką do sztuki renesansowej. Do przechowywania świątecznej odzieży
służyła stojąca w izdebce malowane
wianne skrzynie. Z taką skrzynia ze swoimi dobrami do domu teściowej
przeprowadzała się po weselu młoda, więc w jednym domostwie mogło stać ich
kilka. Skrzynie takie kupowano na
jarmarkach w Starej Lubowli, albo w Starym Sączu. Codzienną odziatę wieszano na zyrdce. Podłoga znajdowała się tylko w izdebce, w niej też stał stół z krzesłami i proste łóżka, tzw. pościele. Pomieszczenia - w
późniejszym okresie - zdobiły wycinane z papieru firanki i serwetki. Pod powałą
na ukos umieszczano święte obrazy, najczęściej
były to przywiezione z miejsc pielgrzymkowych oleodruki, które na ważniejsze
święta przystrajano kwiatami z bibuły i cetyną, czyli gałązkami jedliny.
wtorek, 3 czerwca 2014
Domostwo i zagroda
Zabudowania
dawnych wsi nadpopradzkich były w całości
zrobione z materiałów dostępnych na miejscu, czyli z drewna i piaskowca.
Budynki stawiano na czterech kamiennych peckach, ustawionych pod czterema węgłami. Żeby domostwu i jego mieszańcom
zapewnić pomyślność i ochronę przed złymi mocami, pod węgła kładziono pieniądze
i święcone zioła, z których najważniejszym był dzwonek, czyli dziurawiec. Ściany były z jodłowych belek. Gratynę –
przestrzeń pomiędzy belkami – wypełniano ususzonym mchem. Dachy,
pokryte gontem lub deskami, na domach zwykle były dwuspadowe łomane z okapem, na stajniach i
pomieszczeniach gospodarczych czterospadowe o znacznie ostrzejszym kącie.
Jeszcze dzisiaj w szczytach na starych chałupach można zobaczyć misternie
wyciętą w drewnie koronkę[1]. Uboższe domostwa składały się tylko z
sieni, piekarni i stajni przykrytej jednym dachem. Gazdowie posiadali
czworoboczne zagrody, składające się domu,
stajni, stodoły, chlewiku i owczarni. Charakterystyczną cech
łomniczańskich stodół były jednoskrzydłowe na szerokość całego boiska wrota.
Posiadały one małe drzwiczki, aby ludzie mogli wchodzić bez otwierania wrót.
Jeden bok zagrody to był okół – płot z wrotami. Każde domostwo posiadało loch, częściowo wkopaną w ziemię kolebkowo sklepioną kamienną spiżarnię. Wodę czerpano ze studni kołowrotkowych,
ośmiobocznych przykrytych gontowymi daszkami, lub z kadłubowych. Uwagę
przeprowadzających w 60. latach XX wieku etnografów zwróciła półtorametrowa
wysokość kadłuba jednej e studni w Łomnicy Zdroju[2]. Standardowo w innych miejscach Sądecczyzny
wystająca ponad ziemię część to nie więcej niż 0,75 m.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Grupa Śpiewacza
Po pierwszej z naszych nadpopradzkich wieczornic, zauroczona
sposobem śpiewania i bogactwem repertuaru naszych Pań z Łomnicy zaproponowałam
by stworzyć grupę śpiewaczą, która zaprezentuje się podczas najbliższej
Drużbacki. Odważne Łomniczanki: Bernadetta Bołoz, Bronisława Franczak, Aniela
Jabrocka, Maria Lis i Maria Rusiniak podjęły wyzwanie i 15 maja odśpiewały trzy pieśni jakie
towarzyszyły obrzędom pogrzebowym w Łomnicy Zdroju. Jury nie nagrodziło występu naszych śpiewaczek.
Co nie dziwi, bo tego typu konkursy już dawno przestały promować folklor w
autentycznym wykonaniu, koncentrując się na wartościach scenicznych.
Ale jako, że w tym śpiewaniu brzmi coś niesamowitego,
co moim uszom nie dawało spokoju szczególnie w prowadzeniu 2 głosu pieśni Już idę do grobu wysłałam jej nagranie pod ocenę fachowców
zakorzenionych też w muzyce ludowej, ale z innego kręgu, bo w jazzie. Poniżej
odpowiedź prof. Dariusza Terefenko z Uniwersytetu w Rochestter w USA
„Ten
drugi głos porusza się w tercjach, ale to co brzmi archaicznie to skala na
basie, której jest ta melodia. Ta skala opiera na następujących nutkach licząc
od dołu: Ges - As - B - C - D - Es - F. Jest to skala (tzw. lidyjska
zwiększona) zaczerpnięta z melodycznego minoru licząc od 3-go dźwięku. Brzmi to
archaicznie bo pierwsze 5 dźwięków tworzy skalę całotonową. Jedna bardzo
interesująca rzecz w nagraniu. Kobieta śpiewająca drugim głosem wychodzi jednym
dźwiękiem poza skalę (w 6-tym takcie Ces) i zaraz melodia pierwszego głosu wraca
na C. Jest to znakomity przykład tzw. brzmienia ukośnego.
Świetne
nagranie.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


