Bogatsi
gazdowie posiadali jeszcze bieloną wapnem albo wygotowywaną dla rozbielenia jej
gliną reprezentacyjną izdebkę.
Najważniejszym pomieszczeniem była piekarnia,
w niej to koncentrowało się codzienne życie
domowników, znaczną jej część zajmował dymny piec. Dym wydobywał się z
pomieszczenia przez otwór w powale zwany woźnicą.
Nad ogniem takiego pieca wieszano kocioł z wodą który rozbijał pomiń i chronił
izbę przed pożarem. Następcą dymnego pieca był śparchet, czyli piec z blachami. W piekarni z domownikami mieszkał drób, króliki i nowonarodzona lub
chora zywina. Na środkowym tragarzu rzeźbiono ozdobny ornament, cyrklową
rozetkę, inicjały IHS i datę powstania domu, a czasem i jego fundatora . Pod
powałą znajdowały się palenie – długie
drągi, na których suszyło się drewno na
opał. Izbę oświetlano szczapami z żywicznego drewna zwykze zatkniętymi w
kapliczkę pieca. Podstawowymi sprzętami piekarni były ustawione wzdłuż ścian i
pieca ławy. Na nich spano, jedzono i używano ich jako półek. Wyposażeniem piekarni był jeszcze łyżnik i romik, wieszana na ścianie półka na gliniane bądź drewniane miski.
Gdy w piekarni był kącik dla bydła,
nad nim pod sufitem umieszczano wyrko do
spania. Kredensy i szafy pojawiły się w okresie międzywojennym, i to tylko u
bogatszych gazdów. W Łomnicy przed wojną działał stolarz, Dziedzina wyrabiający
przepiękne ozdobne meble nawiązujące swoją stylistyką do sztuki renesansowej. Do przechowywania świątecznej odzieży
służyła stojąca w izdebce malowane
wianne skrzynie. Z taką skrzynia ze swoimi dobrami do domu teściowej
przeprowadzała się po weselu młoda, więc w jednym domostwie mogło stać ich
kilka. Skrzynie takie kupowano na
jarmarkach w Starej Lubowli, albo w Starym Sączu. Codzienną odziatę wieszano na zyrdce. Podłoga znajdowała się tylko w izdebce, w niej też stał stół z krzesłami i proste łóżka, tzw. pościele. Pomieszczenia - w
późniejszym okresie - zdobiły wycinane z papieru firanki i serwetki. Pod powałą
na ukos umieszczano święte obrazy, najczęściej
były to przywiezione z miejsc pielgrzymkowych oleodruki, które na ważniejsze
święta przystrajano kwiatami z bibuły i cetyną, czyli gałązkami jedliny.
środa, 4 czerwca 2014
wtorek, 3 czerwca 2014
Domostwo i zagroda
Zabudowania
dawnych wsi nadpopradzkich były w całości
zrobione z materiałów dostępnych na miejscu, czyli z drewna i piaskowca.
Budynki stawiano na czterech kamiennych peckach, ustawionych pod czterema węgłami. Żeby domostwu i jego mieszańcom
zapewnić pomyślność i ochronę przed złymi mocami, pod węgła kładziono pieniądze
i święcone zioła, z których najważniejszym był dzwonek, czyli dziurawiec. Ściany były z jodłowych belek. Gratynę –
przestrzeń pomiędzy belkami – wypełniano ususzonym mchem. Dachy,
pokryte gontem lub deskami, na domach zwykle były dwuspadowe łomane z okapem, na stajniach i
pomieszczeniach gospodarczych czterospadowe o znacznie ostrzejszym kącie.
Jeszcze dzisiaj w szczytach na starych chałupach można zobaczyć misternie
wyciętą w drewnie koronkę[1]. Uboższe domostwa składały się tylko z
sieni, piekarni i stajni przykrytej jednym dachem. Gazdowie posiadali
czworoboczne zagrody, składające się domu,
stajni, stodoły, chlewiku i owczarni. Charakterystyczną cech
łomniczańskich stodół były jednoskrzydłowe na szerokość całego boiska wrota.
Posiadały one małe drzwiczki, aby ludzie mogli wchodzić bez otwierania wrót.
Jeden bok zagrody to był okół – płot z wrotami. Każde domostwo posiadało loch, częściowo wkopaną w ziemię kolebkowo sklepioną kamienną spiżarnię. Wodę czerpano ze studni kołowrotkowych,
ośmiobocznych przykrytych gontowymi daszkami, lub z kadłubowych. Uwagę
przeprowadzających w 60. latach XX wieku etnografów zwróciła półtorametrowa
wysokość kadłuba jednej e studni w Łomnicy Zdroju[2]. Standardowo w innych miejscach Sądecczyzny
wystająca ponad ziemię część to nie więcej niż 0,75 m.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Grupa Śpiewacza
Po pierwszej z naszych nadpopradzkich wieczornic, zauroczona
sposobem śpiewania i bogactwem repertuaru naszych Pań z Łomnicy zaproponowałam
by stworzyć grupę śpiewaczą, która zaprezentuje się podczas najbliższej
Drużbacki. Odważne Łomniczanki: Bernadetta Bołoz, Bronisława Franczak, Aniela
Jabrocka, Maria Lis i Maria Rusiniak podjęły wyzwanie i 15 maja odśpiewały trzy pieśni jakie
towarzyszyły obrzędom pogrzebowym w Łomnicy Zdroju. Jury nie nagrodziło występu naszych śpiewaczek.
Co nie dziwi, bo tego typu konkursy już dawno przestały promować folklor w
autentycznym wykonaniu, koncentrując się na wartościach scenicznych.
Ale jako, że w tym śpiewaniu brzmi coś niesamowitego,
co moim uszom nie dawało spokoju szczególnie w prowadzeniu 2 głosu pieśni Już idę do grobu wysłałam jej nagranie pod ocenę fachowców
zakorzenionych też w muzyce ludowej, ale z innego kręgu, bo w jazzie. Poniżej
odpowiedź prof. Dariusza Terefenko z Uniwersytetu w Rochestter w USA
„Ten
drugi głos porusza się w tercjach, ale to co brzmi archaicznie to skala na
basie, której jest ta melodia. Ta skala opiera na następujących nutkach licząc
od dołu: Ges - As - B - C - D - Es - F. Jest to skala (tzw. lidyjska
zwiększona) zaczerpnięta z melodycznego minoru licząc od 3-go dźwięku. Brzmi to
archaicznie bo pierwsze 5 dźwięków tworzy skalę całotonową. Jedna bardzo
interesująca rzecz w nagraniu. Kobieta śpiewająca drugim głosem wychodzi jednym
dźwiękiem poza skalę (w 6-tym takcie Ces) i zaraz melodia pierwszego głosu wraca
na C. Jest to znakomity przykład tzw. brzmienia ukośnego.
Świetne
nagranie.”
Niby nie szata zdobi człowieka, ale..
„Jak cię widzą tak cię piszą”, a jak barwne kwiotecki z
daleka blyscom się na łące tak dziopy z Łomnicy: Kaśka, Magda, Gośka i Kaśka Kluska z Wierchomli łyskały w tłumie osób bierzmowanych we
wtorkowy wiecór w Piwnicońskiej Parafii. Som Biskup widzioł się zaskocony jak przed niom stonoły dziopy w siwych farbonicach
i kiyrpcach piyknie ucesone na folkowo przez Alinko z Pizzerii. Bo pewnikiom i
On spotyko się w kościele z kacuskomi co koślawo kuśtykajom w błutach na
wysokiom korku, w przykrótkawych spodnicach. Niby tako zwykło rzec - łodziata a
zmuso do dumonia. Choćkiej zmiony w łodziacie
komontuwały nase prababki słowomi piosenki:
gdzie się ta wiejska moda podziała
na każdej pannie chusteczka biała
i całe białe bieluśkie w
bieli stały w kościele niby anieli.
A dziś można by zaśpiewać
Masz lustro w
chałupie spojrzyj w nie dziopecko
Gdy nogi jak kołki
przykryj je haleckom.
niedziela, 1 czerwca 2014
Szukamy w Kolbergu kołysanki z Piwnicznej!
Edward Grucela, jeden z założycieli Regionalnego Zespołu „Dolina Popradu”, wieloletni nauczyciel muzyki z Piwnicznej, bohater książki Marii Kownackiej „Szkoła nad obłokami”, twierdzi, że w Dziełach Oskara Kolberga zapisana jest kołysanka z Piwnicznej.
Nie wiadomo jednak gdzie. Z pewnością jej nie ma w 2 tomach „Góry i podgórze”. Jeżeli jest to informacja prawdziwa, gdzieś jednak musi być.
Zatem miłośników grzebania w sieci zapraszam do wertowania dzieł Kolberga
ŻYCZĘ POWODZENIA
W 2014 roku przypada jubileusz 200-lecia urodzin Oskara Kolberga
– kompozytora, folklorysty, etnografa – artysty i naukowca zasłużonego dla
kultury polskiej i europejskiej. Dorobek naukowo-badawczy Oskara Kolberga
dokumentujący kulturę ludową XIX wieku jest imponujący ze względu na
wszechstronny zakres jego zainteresowań kulturą ludu oraz geografię badań,
obejmującą Polskę przedrozbiorową i obszary ludowych kultur Ukrainy, Białorusi,
Litwy, Śląska, Słowian południowych, Łużyczan, Czechów i Słowaków.Oskar Kolberg
zebrał i opracował 33 tomy monografii regionalnych i tematycznych, opublikował
około 200 artykułów z zakresu etnografii, folklorystyki, językoznawstwa,
muzykologii. Spuścizna Oskara Kolberga stanowi fundament, do którego
odwołują się pokolenia twórców i badaczy kultury. Sejm Rzeczypospolitej
Polskiej, przekonany o szczególnym znaczeniu dorobku artysty i naukowca,
ogłasza rok 2014 Rokiem Oskara Kolberga.
wtorek, 27 maja 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)





